Z Ko Lipe przemieściliśmy się na jedną z sąsiednich wysp - Ko Bulon Lae, podróżując przez niecałą godzinę motorówką i potem lokalną, drewnianą łodzią do brzegu. Wyspa ta, nie jest bardzo znana wśród turystów, co jest jej największą zaletą (pewnie im więcej sie o niej pisze, tym to się zmieni, ale co tam). Miejsce to polecił nam Dennis, którego poznaliśmy na Tasmanii, gdy po raz kolejny podróżował w Australii rowerem wraz z przyczepką i całym sprzętem kempingowym. Jest to bardzo spokojna wyspa, na której znajduje się kilka małych hoteli- restauracji, mala wioska, szkoła, i nawet mini posterunek policji. Zakwaterowanie jest dostępne w kilku resortach, my akurat wybraliśmy Marina Resort, w stylu ‘domki na palach’. Dostępna jest tylko zimna woda, a prąd z generatorów przez 3 wieczorne godziny, ale nie po to się tu przybywa, by doświadczać miejskich luksusów, nieprawdaż?
środa, 13 kwietnia 2011
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Ko lipe i Bałtyk Tajlandii
Ten, kto narzeka na nieprzewidywalną pogodę nad poczciwym Bałtykiem, niech się teraz wstrzyma. Marzec powinien być najgorętszym i zarazem suchym miesiącem w Tajlandii, zwłaszcza na zachodnim wybrzeżu, gdzie dobra pogoda w tym czasie jest niemal gwarantowana. Ulewne deszcze tego roku są jednak niespodzianką zarówno dla turystów jak i dla Tajów. Przez kilka dni lało w całej południowej Tajlandii, niektóre wyspy zostały ‘chwilowo odcięte od świata’, a wioski zmiecione przez osuwiska (około 40 osób zginęło). Na Ko Lipe, wyspie, na którą się wybraliśmy, lało przez kilka dni. Turyści pochowali się w swoich domkach, łódki nie wypływały na nurkowanie lub po świeże ryby a Tajowie, znudzeni i zdezorientowani, spali na hamakach (niektóre restauracje się pozamykały). Zalać to nas nie zalało, ale wynudziliśmy się trochę. Po kilku dniach pogoda się jednak polepszyła i wraz z przebijającymi się przez chmury promykami, Tajowie zeszli ze swoich hamaków, a popularne w tutejszych barach raegge rozbrzmiało w akompaniamencie spokojnych fal.